RSS
niedziela, 22 grudnia 2013
Kto pamięta?
Jakby niespodziewanie mija kolejna rocznica śmierci Grzegorza Ciechowskiego. To już 12 lat od kiedy nagle, gwałtownie, szokująco odszedł lider Republiki, ten dla mnie najważniejszy, ten, na którym jak pisałem kilka lat temu wspierałem się, gdy chybotało mną jak chorągiewką na wietrze.

Najważniejsze to nie zapominać. Pamięć to przekleństwo, bo nie pozwala żyć w pełni teraźniejszością, lecz pamięć to także zbawienie, bezcenny dar, dzięki któremu ci którzy zmarli żyją nadal w nas, wokół nas, w przestrzeni, którą tworzymy.

A może to tylko mit? Idea, którą wymyśliliśmy jako istoty, które przeminą jak wszystko w przyrodzie, po to by nadać swojemu życiu jakikolwiek sens, by w ten sposób niejako rzutować się w przyszłość, istnieć wiecznie? Lub choć tylko mieć takie złudzenie?

Dobrze, że są ludzie, którzy pamiętają o Grzegorzu Ciechowskim i czynią mu hołdy, bo zasłużył na to jako artysta. Nieceniona Trójka poświęca dzisiaj audycję Obywatelowi GC. Chyba jako jedyne medium.

A kto pamięta o zwykłych, szarych ludziach, którzy nie zostawili po sobie wielkich śladów, dzieł artystycznych, odkryć naukowych, krwawych rewolucji i wielkich przemian?

Kto pamięta o Marcie?      
12:33, amelius
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 maja 2013
Marta
De profundis poświęciłem Marcie, którą kochałem jak siostrę, a która odeszła nagle, gwałtownie, bez pożegnania. Zgasła moja najwspanialsza przyjaciółka jak żarówka, którą ktoś po prostu odłączył. Była młoda tą najcudowniejszą młodością i dojrzałością jednocześnie, kiedy osiąga się wiek 37 lat. Zadziwiające w naszych relacjach było to, że łączyła nas czysta przyjaźń, głębokie duchowe porozumienie nieskarżone żadnymi erotycznymi fascynacjami, a mit społeczny, jeden z silniejszych głosi, że między kobietą a mężczyzną nie może być przyjaźni. Czasami sam nie mogłem w to uwierzyć i byłem szczęśliwy, że dane mi było spotkać taką Osobę. Znałem ją krótko, raptem niecałe półtora roku a było to jakby upłynęło 20 lat. Bo czas to tylko sposób percepcji rzeczywistości powstający w umyśle, jest strumieniem, który płynie raz wolniej, raz szybciej, czasami ustaje, wysycha jak subsaharyjska rzeka, tak naprawdę nie istnieje.

W jej śmierć trudno mi uwierzyć. Jakby ten fakt do mnie nie docierał, jakby był tylko filmem, który się nie wyświetla, a o którym ktoś mi opowiedział. Przecież ona zaraz zadzwoni, zaraz usłyszę jej śmiech. Była za młoda by rozpłynąć się w niebyt. Jej śmierć na zawsze pewnie pozostanie też tajemnicą, bo nikt zapewne nie pozna jej przyczyny, skąd nadeszła i jakimi sposobami zabrała Martę. To co się stało lekarze określają akronimem NZK - nagłe zatrzymanie krążenia. Lecz dlaczego krążenie krwi w jej żyłach ustało - tego nie wiadomo. Może rzeczywiście ten co włada grawitacją rozłączył jej elektrody w głowie. Tak sugerowali lekarze anatomopatolodzy snując z niedowierzaniem hipotezę, że musiały to być czynnościowe zaburzenia pracy mózgu, czyli tak jakby komputer w głowie Marty uruchomił wadliwy genetycznie program, który wyemitował wadliwy komunikat do pompy jaką jest serce i zatrzymał je. Ale to tylko hipotezy, bo inne głoszą, że być może jednak wada tkwiła w samym sercu. Lecz ani jedna ani druga hipoteza nikogo nie przekonuje, może dlatego, że nie stoją za nimi żadne dowody. Nie było to zresztą pierwsze zatrzymanie akcji serca w jej życiu. Historii tych przypadków nie będę tutaj opowiadać, nie jest to właściwe miejsce, dość tylko powiedzieć, że były one dramatyczne i groźne, cudem z nich wychodziła. Teraz wiem jak bardzo zmieniło to jej świadomość. Żyła bowiem w ciągłym lęku o swoje życie. Tydzień przed śmiercią powiedziała mi, że jest pewna, że będzie krótko żyć, dlatego chciała z życia wziąć jak najwięcej. Jak najwięcej miłości, chciała jej doświadczyć na nowo, z kimś innym. Mówiła o tym jak o chęci poznania nowych światów, nowych planet, jak o najbardziej naturalnej potrzebie przeżycia i odkrycia i doświadczenia jak najwięcej  by nie umierać na samym początku drogi spełnień. Słuchałem uważnie, ale wydawało mi się to wszystko, ten lęk tak bardzo odległy, nierzeczywisty. Wydawało mi się, i tak jej mówiłem, że na wszystko znajdzie czas, że nie musi z nikim i o nic się ścigać. A jednak to Marta miała rację.

Zadałem panu doktorowi Jerzemu Kaweckiemu, znakomitemu patologowi i biegłemu sądowemu, kiedy był łaskaw odwiedzić mnie w sądzie, czy jest możliwe by te dziwne, nieznane zaburzenia pracy mózgu, jeśli to rzeczywiście była ta przyczyna, mogły w jakiś sposób przedostać się do nieświadomej warstwy umysłu Marty i dawać o s sobie znać pod postacią przeczuć, intuicji, lęku. Mimo swej ogromnej wiedzy i szerokich horyzontów pan doktor ze smutkiem w głosie powiedział, że nie zna odpowiedzi na to pytanie i chyba nigdy nie będzie nam dane tej odpowiedzi poznać. Bo to tak jakby dać odpowiedź na pytanie o tajemnicę życia i naszego istnienia.

Martuś, strasznie za Tobą tęsknię.  
 
15:03, amelius
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 kwietnia 2013
De profundis

Pustoszeje świat.

Odeszłaś Ty w głąb cienia świetlista i roześmiana

i nagle w nim zgasłaś,

bo ten co włada grawitacją

elektrody w twojej głowie rozłączył

i ziemię na ciebie nasypał,

i kwiatami gęsto przykrył.

Być może niewłaściwą szłaś ścieżką,

być może za dużo wody ocean marzeń w twe serce naniósł

i twarzy swojej nagle nie poznałaś.

Być może śpiew ptaka

małego jak ćma kolibra zbyt pięknie wibrował,

i cię zwiódł

i drżały ci dłonie z tęsknoty.

Być może to wszystko wniwecz się wróciło

Być może pył i proch  z twych ust i włosów,

których uczesać nie mogłaś w samotności

uleciał w galaktyczne otchłanie.

Być może tak właśnie. Być może na zawsze.

A mi przyjdzie tej małej dziewczynce

tej co sikorka do niej rzekła niemo

śpiewać z nut , które i mnie się gubią i melodii w nich brak.

15:24, amelius
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Gdy spoglądam w szczelinę

Gdy spoglądam w szczelinę

Gdy spoglądam  w szczelinę łączącą dzień z wiecznością

i sen z niebytem

ciebie wspominam

i czuję, że znikam i że wszędzie jestem,

i jak gwiazda zapadam się w sobie,

pod własnym ciężarem uginam

i tego co od ciebie dostałem,

co mi przyniosłaś w świetlisty poranek jak naręcza kwiatów,

i tego co zabrałaś i czego przywrócić nie mogę.

Śmierć się pocałunkami zapowiada,

kroki jej słychać i uda lekko rozkołysane.

Więc jednak umieram gdy wspominam

palców wędrówkę po mapie twego ciała,

tę ciszę co się szkli wokół

ten błękit nieba zastygły

 co pustą przestrzeń otwiera.

09:22, amelius
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 września 2012
Wróżbita Maciej
Odwiedza mnie ostatnio wróżbita Maciej. Oczywiscie przychodzi do mnie nieoproszony, ładuje się u szczytu bloga i siedzi tam i bezczelnie reklamuje swoje tanie, bezrozumne usługi. Pokazałem go Milenie. Najpierw się śmiała i nie mogła uwierzyć w to co widzi. Jaki wróżbita, jaki Maciej? - pytała. Przecież panowie nie mogą być wróżbitami, bo we wróżbitów wierzą tylko małe dzieci, poza tym tylko panie wróżą, są stare, brzydkie, pomarszczone i dziwacznie kolorowo ubrane, a właściwie to małe dziewczynki są wróżkami, tak jak wróżka Dzwoneczek ze słynnego filmu Disneya. A ja dodałem od siebie, że wróżbitami zostają przede wszystkim ci, którzy chcą oszukiwać innych. Wciskać im czary do głowy, pleść bzdury i chcą brać za to pieniądze. Czyż więc wróżbitą nie był przypadkiem Marcin P., twórca piramidy Amber Gold? Są namolni, natrętni niczym owady w parną letnią noc na jeziorem, jak przyjdą, to nie chcą odejść, nie dają się usunąć, jak wróżbita Maciej, zatruwają powietrze, ględzą, domagają się uwagi, chcą bełtać w głowie, w uszach nie milknie ich skrzekliwy głos. Słowem pasożyty.

I kiedy tak z Milą przyglądaliśmy się wróżbicie Maciejowi i zastanawialiśmy się, czy nie spróbować rzucić go jakoś na pożarcie naszemu zaprzyjaźnionemu pająkowi krzyżakowi mieszkającemu nad oknem łazienki wróżbita nagle zniknął. Już cieszyliśmy, że uwolniliśmy się od trutnia aż tu po krótkiej chwili zaatakowały blog reklamy zachęcające do bycia wirtualną mamą, zachwalające województwo śląskie, przypominające o jakimś meczu na Canale Plus, reklamujące program do zarządzania kancelarią notarialną. Kolejne pasożyty zabierające człowiekowi wolną przestrzeń, wpychające swoje wstrętne korporacyjne, pazerne łapy. Więc mówię do Mili, ze jesień idzie, może uda nam się wspólnymi siłami zerwać jakoś te reklamy, wrzucić je do ogniska i puścić z dymem jesiennych ognisk.

Nie mam nic przeciwko reklamom, rozumiem, że współczesny biznes nie może się bez nich obejść, ale to co stało się w ostatnich latach przekroczyło wszelkie granice. Reklamy wciskają się wszędzie, w każdą szparę, w każdą dziurę, są obecne w niemalże każdym miejscu,  niemalże każdą wolną przestrzeń wypełniają swoimi demagogicznymi treściami, chcą oddziaływać na każdym kroku na nasze zmysły, a jak staramy się świadomie je ignorować, to chcą choćby tylko cienkim strumieniem przedostać się podprogowo do naszego umysłu. Reklamy są jak szarańcza, jest ich coraz więcej i zdają się być coraz bardziej żywotne. Przyjdzie jednak, tak myślę, taki czas, że przestaną odnosić jakikolwiek skutek, staną się przeciwskuteczne, wywołają w końcu taką niechęć, że korporacje za nie płacące i agencje je produkujące same postanowią odesłać je w niebyt, bądź tam gdzie powinny się znaleźć - czyli w bardzo ściśle wybranych miejscach zarówno w przestrzeni publicznej jak i w mediach.  
18:59, amelius
Link Komentarze (1) »
czwartek, 19 lipca 2012
Prometeusz
Między nami tajemnicy nie było,
nie było szeptów, niemych słów,
dotyków zamarłych w bezruchu
tylko półmrok nad taflą wody szarą i matową
unosił wśród basenowych kafli
jeden sen - ten, co miał się nie ziścić.

Ja jak Prometeusz
siebie samego z gliny lepiłem
lecz łez mi twoich zabrakło
i ogień życia nim w ciebie tchnąłem
straciłem.

Patrzyłem na Ciebie przytwierdzony
do andezytowych skał Kaukazu,
powieki ze smutkiem gasły na moich oczach,
Ty z góry schodziłaś na nic nie patrząc

gubiąc blask i zapach biegłaś w dół
tak szybko, że ukryć się nie zdołałem nim rozwiał się czar
w całkowitą przezroczystość.

13:33, amelius
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 maja 2012
Wysycham po deszczu


Gdy byłem
twoje imię zdrabniałem delikatnie,
jak hostię do ust wkładałem,
wygładzałem w dłoniach,
i w myślach w głąb spękanych
bezgłośnie i bez bólu ale wciąż
wyszeptywałem - bo wierzyłem.
Wierzyłem w twoje oczy
jak wierzy się w niebo nad Adriatykiem,
wierzyłem w twoje słowa jak w słowa dziecka.
Lecz teraz słowa, te wielkie, które mi zostawiłaś,
szlachetne jak gwiazdy co stygną w konstelacje
obojętnością ściekają i nagły ból napływa jak powracająca fala.
A ja w rozległym cieniu ulic i bruku
nad Wrocławiem jak duch unoszę się
nie mam miłości
nie mam czułości
i z deszczu wysycham, którym mnie zalałaś
drżę z zimna
i znikam na Drodze Mlecznej przez szkło jak Rafał Wojaczek.

22:33, amelius
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 kwietnia 2012
Ramiona wieczności

Deszcz moje łzy chłonie,

gdy idę ścieżką wśród stalowych pejzaży zimy,

upuszczam krwi, brunatne ślady zostawiam,

coraz słabszy jestem, astenia ogarnia mnie.

Patrz, polują na mnie,

ujadanie  psów gdzieś na krawędzi  – ścigają  mnie,

strzał słyszę, dobiega mnie skowyt moich dni.

Czołgam się więc tuż przy ziemi,

wymiotuję, plwociny z piaskiem i błotem zmieszane.

Umieram.

do nieba moje nagie ciało niosą,

całunem okrywają,

zasłaniają twarz, na głowę czador jak Afgance wkładają.

Lecz wtem, tam na dole gdzie wciąż deszcz pada,

gdzie wielki monsun obrazy ludzi rozmywa

Ciebie widzę. Jak toniesz. Twarz faluje pod wodą,

ślady po moich pocałunkach składanych Ci we śnie

w zimną listopadową noc.

Dłoń widzę – tę którą poznałem i wyplatałem moimi dłońmi.

Chcę zejść w dół. Zmartwychwstać.

Lecz nie mogę. Łańcuchami mnie przytwierdzono do niebiańskich obłoków,

do dobrotliwej JEGO twarzy. I tak konam, wysycham.

I żyję i martwy jestem – kołyszę się wmurowany w ramiona wieczności.  

15:32, amelius
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 kwietnia 2012
Zapominam

Zapominam, zapominam

w otchłań spadam, na brzegu Styksu stoję

i patrzę w jego toń granatową

jak w bezdech nocy.

Za mną Twój zapach, cienkie nitki w powietrzu się unoszą

 i więdną.

Zapominam, zapominam

o Twoich ustach zroszonych

Charon jak niewidomego prowadzi mnie za rękę.

Lecz nagle

ślady Twych stóp – szłaś tędy

ślady twych łez – płakałaś tu

zakrzepła krew – zadano Ci ból.

Zapominam, zapominam

W snach mi zostaniesz majacząc ułudnie

i szept Twój pewnego dnia za cichy będzie

jak mgnienie skrzydeł motyla

by zbudzić mnie.

10:27, amelius
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 marca 2012
Domknąć drzwi

W Brennej uświadomiłem sobie kilka rzeczy. Mimo upływu czasu są prawomocne.

 Po pierwsze, najważniejszą rzeczą w życiu, od której nie ma ważniejszych jest być sobą. Być takim jakim się jest i nigdy nie udawać, nie grać żadnej roli. Tylko wtedy więzi z innymi ludźmi dają szczęście i miłość. I być może to właśnie dlatego szczęście i miłość to bardzo rzadkie, egzotyczne ptaki.

Po drugie, dotarło do mnie aż nadto jaskrawie, że jednak Freud miał rację, że istnieją dwie siły, które mają przemożny a czasem decydujący wpływ na życie człowieka: seks i agresja. O potędze i magii libido opowiem kiedy indziej, w innym czasie w innym życiu. O działaniu tej drugiej siły przekonałem się na autostradzie do Cieszyna, na której jadąc dużą prędkością wykonałem dość niebezpieczny manewr, który mógł się skończyć pocałunkiem śmierci z wielkim tirem. Ochłonąłem.

Po trzecie, przekonałem się, że błędem jest uważać swoją wrażliwość i miękkość za wadę bo tak naprawdę to zaleta w szalonym świecie wojen między ludźmi. Lecz przecież wiele razy chciałem się jej wyrzec, bo jako mężczyzna powinienem być zawsze racjonalny, twardy, nieustępliwy, powinienem być jak Pizarro – najechać i zdobyć. Ale moja prawdziwa natura jest inna, w głębi siebie jestem miękki, łagodny, poddający się, nie pragnę zdobywać, panować, kontrolować, bo największą radością jest dawać drugiemu człowiekowi wolność i patrzeć jak rozkwita. Nie wszystko w życiu należy robić w linearnym, logiczno – normatywno - medycznym porządku, który wpajano mi od urodzenia, od pierwszego oddechu i w taki sposób życie postrzegać. Im bardziej żyję podług mojej natury, tym bardziej czuję się stabilny, pewniejszy, spokojniejszy, świadomy drogi i kierunku, jak koryto rzeki biegnące z gór do morza. Ale jakie to trudne…

 Po czwarte, po raz już nie wiem który przekonałem się jak koszmarnym jestem neurotykiem i to wszystko co wyżej opisałem, ten pozytywny trend, to twarde jak skała koryto rzeki, ulec może w mgnieniu oka gwałtownej erozji. Proces ten, tak się zdarza, rozwija się we mnie z szybkością cząsteczki światła, a wystarczy czasem tylko mały impuls by go rozpocząć. Jedynym lekarstwem na to, ba, jedyną rzeczą w życiu, którą naprawdę warto robić jest iść ścieżkami rozwoju duchowego, ale tylko takimi, jak mówił Don Juan, po których możesz iść i patrzeć, patrzeć na świat z zapartym tchem.

 Po piąte, walczyć z własną neurozą nie można, bo wtedy walczy się ze sobą samym a jedyną odpowiedzią na wszystkie problemy, uwikłania i zapętlenia nawet te, które zdają się nie do rozplątania i zdają się wielkie, ciężkie i ostateczne jest akceptacja siebie, co nie oznacza aprobaty własnych grzechów. Oznacza to tylko pozwolenie sobie na to, żeby życie „się wydarzało”, puszczanie kontroli, godzenie się, nie odrzucanie siebie, swojego wnętrza, swoich uczuć i patrzenie na siebie zawsze bez względu na postępki z miłością lub choćby tylko z wyrozumiałością.  Ale jakie to trudne...

Po szóste, dowiedziałem się z wielkim zdziwieniem, że biorąc pod uwagę typy osobowości, w przeważającym stopniu jestem melancholikiem, ale ze znaczną domieszką typu sangwinicznego. Melancholik jest osobnikiem zamkniętym, milczącym, trawiącym długo swoje przeżycia. Ja natomiast o sobie, swoich uczuciach, emocjach, stanach ducha i ciała bardzo lubię mówić i mogę mówić właściwie nieskończenie dopóki w ustach śliny mi nie zabraknie. Żyję w krainie słowa, bo one mają wielką moc. Zbawiają mnie, stanowią wentyl bezpieczeństwa i pozwalają się nie zapadać (co trenerka Kasia potwierdziła).

Po siódme, rację miał Gombrowicz gdy twierdził, że jedyna dostępna nam boskość to międzyludzkość, lecz czasami nadmiar ludzi za bardzo, zbyt szczelnie wypełnia przestrzeń i choć tak chciałem nie udało mi się domknąć w sobie pewnych drzwi.

16:18, amelius
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7